środa, 24 grudnia 2014

Śląskie Boże Narodzenie, czyli NIE dla św. Mikołaja

Pokłon pasterzy
Pokłon pasterzy, obraz flamandzkiego malarza
Petera Paula Rubensa namalowany ok. 1608 roku.
Data 24 grudnia zobowiązuje, by nie pisać o niczym innym, jak tylko o Świętach Bożego Narodzenia. To taki wyjątkowy czas. Chyba jedyny w całym roku, gdy choćby na kilka godzin w Wigilię i jeszcze w dwa następujące po niej święta, siadamy przy stole z rodziną i zapominamy o czymkolwiek, co mogłoby nas denerwować. Poza tym, że teraz siedzę i piszę ten tekst, też zamierzam: usiąść, zapomnieć o wszystkim na co większego wpływu nie mam i spędzić czas z rodziną. Moje dzieci też to czują i czekają na... Dzieciątko.

Właśnie o tym chciałem, bo zainspirował mnie tekst mojego serdecznego Kolegi, Jacka Tomaszewskiego, który ukazał się w jego blogu o katowickiej Ligocie. Tekst, a właściwie wywiad, faktycznie powstał jeszcze w 2008 roku, gdy obaj z Jackiem pracowaliśmy w redakcji portalu MMSilesia.pl, ale nie stracił nic ze swej aktualności. Rozmówcy pochylają się bowiem nad bardzo istotnym problemem z punktu widzenia regionalnej kultury i tradycji: czy prezenty na Boże Narodzenie przynosi św. Mikołaj czy jednak Dzieciątko?

Od razu dodam, że w moim rodzinnym domu prezenty przynosił zarówno św. Mikołaj, jak i Dzieciątko. Ale wszystko miało swój porządek: święty docierał do mnie i siostry 6 grudnia i zazwyczaj zostawiał nam jakiś symboliczny podarunek (obowiązkowo z kalendarzami adwentowymi w pakiecie!). Dzieciątko zaś przychodziło 24 grudnia, gdy siadaliśmy do wigilijnej kolacji. I taką tradycję znają teraz moje brzdące.

Kłopot w tym, że z całą mocą kultury masowej jesteśmy bombardowani przekazem, jakoby to czerwony brodacz przynosił prezenty w Boże Narodzenie. Trudno walczyć z tym przesłaniem, bo budżety reklamowe wszystkich firm na świecie są największe właśnie w grudniu. Zatem i opowieść o staruszku, którego ciągną renifery zaprzęgnięte do sań, jest czymś, z czym nasze "śląskie Dzieciątko" najpewniej przegra.

Ciekawi mnie, w jak wielu biskupickich czy zabrzańskich domach kultywowana jest tradycja Dzieciątka. Rozglądając się po znajomych, dochodzę do wniosku, że to jednak coś niszowego. Cieszę się, że dane mi było akurat w tej tradycji dorastać. I rzecz jasna, nie mam nic przeciwko, by w czyimś domu prezenty przynosił "Aniołek", "Gwiazdor", czy dziad ten czy inny. ;-) Warto jednak zauważyć, że skoro w Wigilię "czekamy" na narodziny Jezusa, to przecież w prezentach od Dzieciątka można z powodzeniem doszukiwać się pewnej konsekwencji.

Święta zobowiązują nas do wielu zachowań, wśród których są m.in.: sprzątanie mieszkania, zakupy jakby świat się kończył, dbałość o sprawy duchowe, itp. Dobrze by było przy tej okazji zadbać także o ginącą tradycję i pomóc jej przetrwać dla kolejnych pokoleń dzieci. 

Wesołych Świąt Kochani!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz